22
09.2015

Zdjęcia z fotoradarów nie mogą zgodnie z prawem być podstawą do karania za wykroczenie




Fotoradary to już stały element drogowego krajobrazu Polski. Praktycznie każdy kierowca spodziewa się, zwłaszcza w okresie wakacyjnym, mimowolnego uczestnictwa
w konkursie "zbieraj punkty, wygrywaj nagrody". Każdy kto choć w niewielkim stopniu zna temat, szybko skojarzy charakterystyczne wezwania, uzupełnione zdjęciami zawierającymi niezbite przecież dowody na popełnione wykroczenie. Mało tego, takie zdjęcie - wraz ze szczegółowym raportem - często uświadamia właścicielowi pojazdu, że on sam lub ktoś prowadząc jego samochód popełnił wykroczenie. Najczęściej bowiem nie pamięta się trasy, którą się pokonało. I jak taki raport kwestionować, skoro wszystko się zgadza - przekroczoną prędkość i sprawcę widać na zdjęciu, dodatkowo mamy wydruk z urządzenia - nic tylko przyznawać się i płacić.

            W taki oto sposób tłumaczą nam działanie fotoradarów rozmaite służby, zainteresowane nie bezpieczeństwem, tylko pieniędzmi. Straż miejska właśnie żegna się
z kasą, wpływającą do gminnych budżetów (wnosząc z towarzyszącej temu histerii i poziomu stosowanej argumentacji - kasą niemałą), ale urządzenia te pozostają w posiadaniu polskiej "Guardia di Finanza", czyli Inspekcji Transportu Drogowego, będącej w rzeczywistości organem podatkowym, dbającym nie o lokalny, lecz centralny budżet. Jak jest natomiast w rzeczywistości - czy zdjęcia i raporty z fotoradarów to dowody wystarczające na gruncie polskiego prawa do skazywania za przekroczenie prędkości?

            Jak już wcześniej sygnalizowaliśmy - sposób identyfikacji pojazdów, stosowany przez fotoradarowe służby - nie jest zgodny z obowiązującymi przepisami:

http://anuluj-mandat.pl/blog/post/straz-miejska-identyfikuje-pojazdy-niezgodnie-z-ustawa

Stanowisko to było kilkukrotnie podzielane przez Sąd Najwyższy, który wydał kilka wyroków jednoznacznie wskazujących, że tablice rejestracyjne nie są znakiem identyfikacyjnym pojazdu. Wszędzie tam, gdzie prawo mówi o identyfikacji pojazdu - tam odnosi się do numerów nadwozia lub VIN. Nigdzie za to nie ma mowy o tablicach rejestracyjnych. Dobitny przykład to wyrok Wyrok Sądu Najwyższego - Izba Karna z dnia 6 maja 2003 r. sygn. akt III KK 118/03. Oddajmy głos SN:

Sąd Najwyższy wielokrotnie już stwierdzał w swych judykatach (zob. m.in. wyrok z 17 maja 2000 r., V KKN 143/00 - , wyrok z 18 maja 2000 r., V KKN 80/00 - niepubl., wyrok z 30 sierpnia 2000 r., V KKN 263/00 - ), że posłużenie się dla oznaczenia używanego pojazdu autentycznymi tablicami rejestracyjnymi wydanymi dla oznaczenia innego pojazdu, nie stanowi ani przestępstwa określonego w art. 270 § 1 KK, ani też przewidzianego w art. 306 KK, gdyż sprawca zamienia tablice rejestracyjne, lecz ich nie podrabia, nie przerabia, nie używa tak podrobionych lub przerobionych tablic. Tablice rejestracyjne nie są także, w rozumieniu art. 306 KK, znakami identyfikacyjnymi pojazdu na równi z numerami nadwozia, czy silnika. Analizowane zachowanie może stanowić co najwyżej wykroczenie określone w art. 94 § 2 KW bądź w art. 97 KW w związku z art. 71 ust. 2 Prawa o ruchu drogowym.

            Oznacza to także, że nawet podrabianie i fałszowanie tablic nie jest przestępstwem, ponieważ w przepisach Kodeksu karnego mowa jest o znakach identyfikacyjnych, którymi tablice nie są. Mowa tu może być co najwyżej o wykroczeniu, polegającym na naruszaniu przepisów dotyczących ruchu drogowego (art. 97 Kodeksu wykroczeń).

            Co natomiast w przypadku kiedy zdjęcie jest dość wyraźne i mniej więcej widać, kto na nim jest? Otóż zgodnie z prawem - nic. Sąd mógłby w takiej sytuacji powołać biegłego antropologa, a ten w w 90% przypadków stwierdzi jedną z dwóch rzeczy: że osoby nie da się rozpoznać albo że się da, ale tylko z pewnym prawdopodobieństwem (niech to będzie nawet 95%).

 

Sęk w tym, że prawo karne (w tym wykroczeniowe), interpretowane literalnie - nie pozwala nikogo skazać na podstawie prawdopodobieństwa, a więc de facto domniemania. Taka identyfikacja nie posiada bowiem najważniejszej cechy dowodu, którą jest pewność. Tym właśnie dowód różni się od uprawdopodobnienia - nie mówi on o pewnym prawdopodobieństwie wystąpienia danego zdarzenia, tylko stwierdza że miało ono miejsce na pewno. Zgodnie z procedurą nie jest możliwe skazanie kogokolwiek na podstawie jedynie uprawdopodobnienia, a wszelkie wątpliwości - choćby było ich 5% - muszą być rozstrzygane na korzyść obwinionego. Zwłaszcza, że opinia biegłego antropologa ograniczona jest tylko do osób poddanych próbie wytypowanych przez sąd lub wnioskowanych przez oskarżyciela publicznego, więc nie wyklucza, że może istnieć osoba będąca z rodziny lub otoczenia podejrzanego, która jeszcze bardziej jest podobna do wizerunku ujawnionego na zdjęciu – a każdy przecież przyzna, że członkowie rodziny mogą być bardzo podobni do siebie, a często to oni są w kręgu możliwych użytkowników pojazdu. Sęk w tym, że ograniczony czas (takie postępowanie się szybko przedawnia), koszty, błahość sprawy i nonszalancja prawna straży miejskiej czynią niemożliwym wiarygodne udowodnienie winy na podstawie fotografii przy stosowaniu umiejętnej obrony.

Słowem: gdyby organy mandatowe stosowały się do uregulowań prawa - musiałyby odrzucać nie 50, ale ok. 97-98% zdjęć robionych przez fotoradary, zostawiając tylko te o najwyższej jakości, pozwalające na nie budzącą wątpliwości identyfikację przy założeniu, że nie popełniłyby innych błędów w pomiarach (o czym dalej).

            No dobrze. Załóżmy teoretycznie, że nie ma już wątpliwości co do sprawcy: za kierownicą siedział pan Kowalski. Pozostaje jednak zadać pewne podstawowe pytanie, na które wszelkie służby i niektóre sądy odpowiedzi już sobie same dawno udzieliły - czy raport z fotoradaru jest wiarygodnym dowodem na popełnienie wykroczenia?

            Odpowiedź jest jasna – NIE! I nie ma co do tego wątpliwości każdy kto zetknął się
z techniką wykorzystywaną do produkcji i działania fotoradarów - np. czytając nasz artykule:

http://anuluj-mandat.pl/blog/post/przypadki-przeklaman-fotoradarow

Nie ma urządzeń nieomylnych, a nawet jeżeli są, to fotoradary z pewnością się do nich nie zaliczają. I sądy to wiedzą. Oczywiście nie polskie - tylko brytyjskie. Otóż po serii wyroków, każdy brytyjski fotoradar musi robić dwa zdjęcia - w ustalonym odstępie czasu. Na pojedynczym zdjęciu prędkości nie widać, ale na dwóch - już tak. Można określić ją na podstawie dystansu, pokonanego przez pojazd - m.in. w odniesieniu do znaczników na drodze. Polskim sądom i służbom możliwe błędy (a te zdarzają się często) - nie przeszkadzają, dominuje za to podejście, że skoro urządzenie dało taki wydruk - to tak musiało być.

            I na koniec ciekawostka - instrukcja fotoradaru Fotorapid CM mówi, że jego pomiary muszą być stale monitorowane przez operatora w celu wyeliminowania zjawiska podwójnego odbicia fal (występuje kiedy z przeciwka nadjeżdża inny pojazd - którego na zdjęciu widać nie będzie), a zdjęcia wykonane bez nadzoru nie mają wartości dowodowej. Jak widać sam producent stwierdza, że jego urządzenia nie są bezobsługowymi automatami. Dlatego każdemu przenośnemu Fotorapidowi zawsze towarzyszą strażnicy miejscy lub inspektorzy którzy nadzorują (lub nie, bo nikt tego nie kontroluje) pracę urządzenia przenośnego. Stąd proste pytanie: gdzie siedzi operator stacjonarnego radaru zainstalowanego w pudle na maszcie?

Jak widać zdjęcie z fotoradaru powinno być uznawane przez sądy za niedopuszczalny materiał dowodowy z wielu względów, a wszystkie one są precyzyjnie określone w polskim prawie. Cóż to bowiem za dowód jeśli nie identyfikuje pojazdu w sposób przepisowy, nie identyfikuje sprawcy w sposób wystarczający, a pomiary prędkości których dokonuje nie są wiarygodne.

Anuluj-Mandat.pl doda jeszcze, że paradoksalnie zdjęcie na którym jest postać bardzo podobna do obwiniony może być podstawą do jego uniewinnienia przez sąd, wystarczy, że oskarżenie nie jest o wykroczenie drogowe (czyli z art. 92a kw – przekroczenie prędkości lub 92 par. 1 kw – wjazd na czerwonym świetle) ale o niewskazanie komu powierzył pojazd czyli z art. 96 par. 3 kw.

Wyobraź sobie Czytelniku, że obwiniony wskazując na fotografię broni się tak:

„Wysoki Sądzie, a kogo miałem wskazać jeśli nikomu nie powierzałem, bo jak widać na zdjęciu prawdopodobnie to ja kierowałem (choć pewności mieć nie mogę), a zgodnie z prawem nie muszę się samooskarżać? Czy aby uniknąć kary miałem kłamać, narażając się przy tym na odpowiedzialność za przestępstwo fałszywego oskarżenia o wykroczenie? Czy oskarżyciel publiczny stawiając mi zarzut i składając wniosek o ukaranie wykluczył na podstawie fotografii, że na pewno nie ja kierowałem? Skąd przekonanie, że powierzyłem pojazd komuś innemu i że zataiłem ta informację przed uprawnionym organem?”

- po takiej logicznej argumentacji, bez szafowania paragrafami ale opartej na fotografii z fotoradaru obwiniony z art. 96 par. 3 kw powinien zostać przez sąd uniewinniony, bo jest to wystarczające uwolnienia z zarzutów ale za mało i brak czasu, by wytoczyć nowe postepowanie sądowe za inne wykroczenie.

To jest jedno z kluczowych podstaw do obrony przed fotoradarami zawarte w naszej metodzie i naszych dokumentach, ważne jednak, by bronić się umiejętnie i niczego po drodze nie spieprzyć:

http://anuluj-mandat.pl/blog/post/10-przykazan-nekanego-za-fotoradar

Anuluj-Mandat.pl

 

Ps. Oczywiście fotoradary są bezprawne nie tylko z powodu zdjęć. W ogóle nie są przewidziane przez polskie prawo

http://anuluj-mandat.pl/blog/post/karania-mandatami-z-fotoradarow-w-ogole-nie-przewiduje-polskie-prawo

 



Kategorie